Wprawdzie w Pradze byłem raz w życiu, ale bardzo lubię czeskie filmy, a w kinematografii naszych południowych sąsiadów przejawia się wyjątkowa, niespotykana w twórczości innych nacji, mentalność.
Jej kwintesencją są moje dwie ulubione produkcje – „Pociągi pod specjalnym nadzorem”
i „Obsługiwałem angielskiego króla” (polecam obejrzeć). Co uderza w tych filmach? Genialny dystans do rzeczywistości. Umiejętność śmiania się z II wojny światowej, bez umniejszania jej dramatu. Autoironia. Polacy mentalnie są na przeciwnym biegunie, co nie znaczy, że gorszym. Psychologia nie ocenia, ona tylko opisuje zjawiska. Spotkałem się z opinią, że Czesi zazdroszczą nam patosu. Być może. To właśnie różnice między jednostkami i zbiorowościami ludzkimi są w życiu ciekawei piękne.
Na polu psychologii społecznej również nie sposób pominąć tego typu stereotypów. Czy każdy wie, że armia tych, których my, Polacy, czasem z pobłażaniem określamy Pepikami, w XV wieku odparła każdą z pięciu krucjat kwiatu europejskiego rycerstwa?
Przed czeskimi Husytami drżały wówczas wszystkie kraje ościenne, z dumnymi Niemcami na czele
